Tutaj nie musi być karp, może być także leszcz lub lin. Przepis zawiera drastyczne elementy – zabijanie ryby i gotowanie z krwią… W zasadzie nic dziwnego, jak widać, krew jest po prostu składnikiem sosu szarego, który można dziś z rzadka znaleźć w restauracjach z kuchnią żydowską i staropolską. Czego się nie robi dla smaku – najlepiej taką rybę oprawić samemu, ale kto wie, czy nie wystarczy krew na czerninę? Skoro jednak kupujemy żywego karpia, może warto zrobić użytek z wszystkiego, co jest w rybie?!
Składniki:
Rybę zabić, oprawić i oczyścić z łuski tak, aby nie wylać krwi. Ugotować rybę z krwią w wodzie razem z włoszczyzną, cebulą i korzeniami, dolać szklaneczkę czerwonego wina, gotować kwadrans.
Potem odrzucić włoszczyznę, w sosie rozprowadzić kawałek miodownika (UWAGA – tutaj miodownik to chleb wypiekany na miodzie. Dziś jego odpowiednikiem może być polski piernik), wsypać garść opłukanych i obranych z ogonków rodzynków, trochę potłuczonych goździków i angielskiego pieprzu, dla smaku dołożyć kawałek cukru, wcisnąć sok z cytryny i razem gotować, aż ryba zupełnie miękka.
Wykłada się rybę na półmisek a sos osobno wlewa do sosjerki. Do karpia robi się zazwyczaj z jajka i mąki kluseczki wąskie i podłużne, które się osobno gotuje na solonej wodzie, a potem zalewa smakiem (wywarem) od ryb.
Zostaw komentarz